Nie nabrać, tylko zaskoczyć

Z Marcinem Jamkowskim, fotografem i podróżnikiem rozmawiamy o projekcie „Terytoria”, fotografowaniu, kondycji współczesnej fotografii i manifestach prosto z serca. A także o wysokiej jakości drukowania na maszynach firmy Canon.

Jaki cel przyświecał Państwu przy projekcie zatytułowanym „Terytoria”?

Marcin Jamkowski: Mamy w sobie wraz z Marzeną Hmielewicz, współautorską tego projektu, głęboką niezgodę w stosunku do tego, jak obecnie traktowana jest fotografia. Nie godzimy się na to, że fotografia to zdjęcie wrzucone na strony portalu społecznościowego czy w inne miejsce w Internecie. Nie odpowiada nam sprowadzanie fotografii tylko do dziennikarskiej rejestracji z życia rodziny czy innych wydarzeń. Stąd przez projekt „Terytoria” i związaną z nim wystawę naszych prac chcieliśmy pokazać, że fotografię wciąż można przenosić na zupełnie inny poziom. Że jej miejsce jest wśród sztuk. Tak zrodził się pomysł, aby nasze fotografie nawiązywały do malarstwa. Tych 28 prac, które zaprezentowaliśmy na wystawie, to z jednej strony zupełnie nowe dla nas, tytułowe „terytoria”, które odkryliśmy dzięki naszym podróżom i zupełnie nowe terytoria dla fotografii.

Jak przebiegały prace nad tym projektem?

M.J: W pierwszej kolejności, kiedy tylko w naszych głowach zrodził się pomysł na wystawę, wybraliśmy z naszego archiwum takie zdjęcia, które swoją treścią nawiązywałyby do malarstwa. Szukaliśmy fotografii, które mają charakter impresjonistyczny, są rozświetlone lub wręcz nawiązują do stylu japońskiej kaligrafii. Pomysł był taki, żeby wydrukować je na płótnie, naciągnąć na blejtram, a następnie oprawić w piękne ramy, ponieważ miały przypominać obrazy. Jego realizacja okazała się jednak bardzo trudna. Podjęliśmy współpracę z kilkoma drukarniami, ale efekt nie był dla nas zadowalający. Zgłosiliśmy się więc do firmy Canon, na której sprzęcie od ponad 20 lat robimy nasze zdjęcia. Okazało się, że dopiero na nowych ploterach tej firmy z serii imagePROGRAF udało nam się osiągnąć efekt, o jaki tak naprawdę nam chodziło. I - co nas zupełnie zaskoczyło – pożądane rezultaty osiągnęliśmy już przy pierwszym wydruku. Był to przełom dla całego projektu.

Co zadecydowało o tym, że zaakceptowaliście Państwo wydruki właśnie z tego urządzenia?

M.J: Przede wszystkim wydrukowane fotografie były zgodne z tym, co widzieliśmy na ekranie komputera, przygotowując zdjęcia do wystawy. Po drugie, wydruki były dokładnie takie, jak sobie wyobrażaliśmy wcześniej, myśląc o tym projekcie. Poza tym wydrukowane na płótnie Canon Waterproof Canvas 320g/m2 przy użyciu 12-kolorowego plotera Canon iPF8400 wyglądały naprawdę jak obrazy, a o to przecież chodziło. Byliśmy więc zachwyceni jakością, jaką udało się osiągnąć, gdyż dokładnie odpowiadała naszym oczekiwaniom. Zaproponowaliśmy więc firmie Canon współpracę w tym projekcie, na co chętnie się zgodziła.

Jak zareagowali na wystawę odbiorcy? Mam na myśli osoby ją odwiedzające i środowisko fotografów?

M.J: Właściwie wszyscy przyjęli wystawę bardzo ciepło. Udało nam się nawet sprzedać dwie prace już podczas wernisażu, a wielu naszych gości podkreślało, że cały projekt bardzo im się podoba. Również środowisko fotografów zareagowało pozytywnie – otrzymaliśmy sporo pozytywnych recenzji na ten temat. Pojawiały się także pytania o sprzęt, na którym drukowaliśmy nasze prace, bo ich jakość jest naprawdę wysoka, a efekt końcowy bardzo dobry. Wystarczy wspomnieć, że wiele osób oglądających te fotografie „nabiera się” myśląc, że to prawdziwe obrazy namalowane farbą. Naszym zamierzeniem było zaskoczyć i to – patrząc na projekt z perspektyw czasu - nam się udało. Ludzie są obecnie bowiem zmęczeni sztuką udającą sztukę tylko po to, żeby się wyróżnić. Wyróżnić się dziś nie jest trudno – trzeba zaszokować. Jak? Brzydotą, skandalem… My chcemy wyróżnić się inaczej, bo kwintesencją życia jest dla nas zajmowanie się pięknem, dlatego poszliśmy w jego stronę, chcąc zamanifestować coś ważnego. Staraliśmy się pokazać piękne obrazy.

Jak robi się tak piękne obrazy?

M.J: Fotografia jest sztuką czekania. Jedno ze zdjęć z naszej wystawy - „Burza” -powstało po ponad dwugodzinnym cierpliwym siedzeniu w jednym miejscu. Wiedziałem, że jest w Sudanie takie miejsce, gdzie pomiędzy dwoma domami świeci przez szczelinę słońce. Usiadłem więc w pobliżu, żeby je dobrze widzieć i obserwowałem. W którymś momencie zaczęły pojawiać się tam kobiety wracające z pola z plonami. Przejechała pierwsza, zrobiłem zdjęcie i właściwie nic się nie wydarzyło. Przejechała kolejna i również zrobiłem zdjęcie – to wszystko. Potem pojawiła się kobieta na osiołku i już wiedziałem, że z tego będzie coś fajnego, ale czekałem jeszcze na coś… I w tym momencie powiał wiatr i pociągnął piasek. Na jego cząsteczkach w cudowny sposób zaczęło rozpraszać się światło i zaczęły się tworzyć niesamowite obrazy. Jeden z nich wybraliśmy do naszej wystawy. Oczywiście bez dobrego wydruku efekt końcowy nie byłby tak zachwycający, ale z Canonem nam się to udało. Mam więc nadzieję, że nasze działania przyniosą ludziom refleksję, że warto jest postawić na jakość i walczyć o nią, wspierając się dobrym sprzętem - zarówno do robienia zdjęć, jak i do ich drukowania. Warto więc pytać firmę, której zdecydowaliśmy się powierzyć wydruk naszych prac, jakiego sprzętu używa, z jakich tuszy korzysta itd.

Na koniec – co powiedziałby Pan ludziom, którzy zaczynają swoją przygodę z fotografią? Często zakupując bardzo drogi sprzęt myślą, że są już fotografami…

M.J: Oczywiście dobry sprzęt – zarówno do robienia zdjęć, jak również do ich drukowania później - jest bardzo ważny. Najważniejsze jednak w fotografii jest to, żeby zdjęcia, które robimy były „nasze”, żeby były obrazem tego, co nam w duszy gra. Wówczas na pewno się uda…

Fotografia Marzeny Hmielewicz i Marcina Jamkowskiego