Mandale – w poszukiwaniu harmonii i szczęścia

Wywiad z Darkiem Latochą, asystentem Ryszarda Horowitza, twórcą cyklu zdjęć „Mandale”, powstałego we współpracy z firmą Canon i wydrukowanego przy użyciu maszyny Océ Arizona 480 GT.

Dariusz Latocha to jeden z najzdolniejszych fotografów młodego pokolenia, od 2010 roku asystent legendarnego Ryszarda Horowitza. Jego autorska kolekcja pt. „Mandale” to zestaw 10 fotografii wykonanych na szkle i oprawionych w podświetlane ramy. Wernisaż wystawy odbędzie się 2 kwietnia w Galerii Obok ZPAF przy ul. Plac Zamkowy 8.

- Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?
- W wieku 14 lat dostałem do ręki aparat fotograficzny. Był to piękny, analogowy Canon AE-1. Jeden z przyjaciół wytłumaczył mi wtedy zasadę działania światłomierza. Zaintrygowało mnie to na tyle, że zacząłem bawić się fotografią. To było jak magia. Zabawa w ustawianie przysłony i czasu pochłonęła mnie bez reszty. Zacząłem się tym interesować coraz bardziej, jeździłem na giełdę fotografii, zbierałem i kupowałem obiektywy. Inny znajomy wytłumaczył mi pojęcie głębi ostrości i zacząłem bardziej świadomie używać aparatu. To była silna fascynacja. W szkole średniej miałem w domu ciemnię fotograficzną. Nauczyłem się wtedy alchemii fotografii, tej niesamowitej magii, jaka tworzy się w momencie naświetlania obrazu.

- W jaki sposób pracujesz?
- Są dwa sposoby. Albo mam pomysł, który zgłębiam. Przygotowuję się wtedy gruntowanie do tematu i szukam kontekstów kulturowych, literackich, muzycznych, itp. Potem zastanawiam się nad tym, co chcę uzyskać - dopasowuję kolor i ustawienie świateł. Drugim sposobem jest fotografowanie spontaniczne. Tak było w przypadku „Mandali”, kiedy po prostu zrobiłem zdjęcia pod wpływem chwili, emocji. Potem zaczyna się etap adaptacji - im dłużej patrzę na te obrazy, tym mocniej zaczynają do mnie przemawiać. Wtedy zaczynam rozumieć, że to fotografowanie jest po coś, ma swój sens…

- Tym jest dla Ciebie fotografia? Ekspresją?
- Dokładnie tak. Nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich fotografia jest formą przekazu, sposobem wypowiadania się, możliwością podzielenia się czymś intymnym i wewnętrznym. Fotografia jest sposobem, który za pomocą obrazu pokazuje to, co we mnie siedzi.

- Jaką fotografią się interesujesz?
- Dobrze czuję się w fotografowaniu portretu i pejzażu. Nigdy nie czułem się mocny w fotografii reportażowej, dlatego doceniam trud i talent tych, którzy ją wykonują. Zdecydowanie bardziej wolę kontrolować sytuację i ustawić kadr, dlatego lubię pracę w studiu. To ja chcę komponować kadr, nie chcę za nim „gonić”.

- Jak doszło do Twojegospotkania z Ryszardem Horowitzem?
- W 2010 roku Pan Ryszard Horowitz (przyp. red. - fotograf tworzący w Stanach Zjednoczonych i w Polsce, prekursor komputerowego przetwarzania fotografii) został zaproszony do Poznania, aby przygotować portret miasta. Fotografie miały pomóc miastu w wygraniu konkursu na Europejską Stolicę Kultury. Pan Horowitz potrzebował asystenta, a nie miał takiego w Polsce. Zostałem mu polecony przez wspólnych znajomych i po spotkaniu w Warszawie zdecydowaliśmy się na współpracę. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Swoją drogą, w wieku 15 lat widziałem film dokumentalny o Ryszardzie, a kilka lat później mogłem uścisnąć mu dłoń i z nim pracować. Oglądając ten film byłem zafascynowany jego warsztatem, talentem i wizją – to bez wątpienia magik obrazu.

- Jak powstały „Mandale”?
- Cykl powstał dość spontanicznie. Minęło trochę czasu od samego etapu zrobienia zdjęć do późniejszej obróbki, myślenia nad sposobem prezentacji czy układania tych fotografii w zestaw. To wszystko dojrzewało we mnie. Nie był to cykl wymyślony od razu, ale spontanicznie we mnie ewoluował. Fotografie zrobiłem pewnego dnia na nocnym spacerze. O samej technice nie chcę za dużo mówić, bo zabrałbym całą przyjemność obcowania z tymi kompozycjami. Nazwa „Mandale” pojawiła się na etapie postprodukcji. Sięgnięcie do historycznego znaczenia mandali pozwoliło mi zobaczyć w całym zestawie głębszy sens, a w nim moje marzenia i tęsknoty.

- Czym są dla Ciebie „Mandale”?
- To próba pokazania problemu rozdźwięku i napięcia między oczekiwaniami, a tym co dostajemy, tym co wewnętrzne, a tym co zewnętrzne – jak znaleźć w tym harmonię, szczęście i sens.

- Skąd pomysł na pokazywanie fotografii w podświetlonych ramach?
- Ważny jest dla mnie nie tylko etap robienia zdjęcia czy postprodukcji, ale także moment wyboru formy druku, sposobu prezentacji i miejsca, gdzie się je pokaże. Bardzo ważne jest to, jaki efekt osiągniemy poprzez wybraną formę, bo to wzbogaca nasz odbiór. Właśnie o to chodzi w „Mandalach”. Lightboxy, w których zostaną pokazane, mają wzmocnić odczucia estetyczne u odbiorcy. Chciałem podkreślić charakter świetlistości moich prac i wydobyć z nich subtelną grę kolorów. Oprócz przesłania, bardzo ważny jest „sposób podania”.

- Dlaczego zdecydowałeś się na współpracę z firmą Canon?
- Od zawsze pracowałem na urządzeniach firmy Canon. Ten sprzęt nigdy mnie nie zawiódł i mogę na nim polegać. Pomyślałem, że firmę Canon może zainteresować moja wystawa. Tak też się stało i jestem bardzo zadowolony z tej współpracy. Tym bardziej, że Canon jako jedna z niewielu firm posiada maszyny do wysokiej jakości druku na twardych powierzchniach. Wspólnie udało się osiągnąć niesamowite efekty.

Wystawa Darka Latochy