5d-anniversary-hero

10 niezapomnianych, ikonicznych zdjęć, które wywarły wpływ na minioną dekadę

O serii aparatów EOS 5D mówi się, że umożliwia fotografom pokazanie historii, które muszą być opowiedziane. Aby uczcić 10 rocznicę powstania serii, połączyliśmy siły z serwisem Getty Images w celu zaprezentowania 10 niezapomnianych zdjęć – zrobionych przez kilku czołowych fotografów świata w ciągu ostatniej dekady – które opowiadają takie historie i pokazują wpływ fotografii na zmiany w otaczającym nas świecie.

Anthony Holland-Parkin, dyrektor kreatywny agencji Getty Images, dzieli się z nami niesamowitymi historiami kryjącymi się za każdym zdjęciem i cytuje słowa fotografów, którzy zrobili te zdjęcia.

Zapoznaj się z informacjami o naszym konkursie na ikoniczne zdjęcie – możesz wygrać aparat EOS 5D Mark III i limitowane wersje rocznicowych nagród.

John Moore, EOS 5D Mk I

Arlington, USA

27 maja 2007 r.

Zdjęcie kobiety płaczącej u stóp grobu męża autorstwa Johna Moore'a

John Moore / Getty Images

Zdjęcie Johna Moore’a przedstawiające kobietę pogrążoną we łzach obok grobu męża ukazuje osobistą chwilę przemiany na tle zmian zachodzących w społeczeństwie w kontekście wysyłania żołnierzy do walki w innych krajach, np. Iraku lub Afganistanie. To zdjęcie przemówiło, być może w większym stopniu niż inne, do amerykańskiego społeczeństwa, ukazując konsekwencje wojny z dala od jej frontu. Wiele redakcji, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, w taki właśnie sposób je przedstawiało. Były wśród nich czasopisma TIME i National Geographic. Zdjęcie przyczyniło się także do przyznania Johnowi nagród fotoreportera roku przez organizację NPPA i fotografa roku (w kategorii czasopisma) w ramach programu POYi. John opowiada:

– Po czterech latach cyklicznego fotografowania wojny w Iraku pomyślałem że w zbliżający się weekend Narodowego Dnia Pamięci 2007 rokupowinienem wybrać się na cmentarz Arlington. Czułem, że tak należy zrobić. Przechadzałem się między grobami w sekcji 60, najnowszej części tego ogromnego cmentarza. Spotkałem tam Mary McHugh. Odwiedzała ona grób narzeczonego Jamesa Regana, amerykańskiego żołnierza, który zginął kilka miesięcy wcześniej zabity przez prowizoryczną bombę. Zamieniłem z nią kilka słów – Jimmy i ja pracowaliśmy, przy okazji różnych misji, w tych samych niebezpiecznych miejscach w Iraku. Później, kiedy mijałem ją po raz kolejny, leżała na trawie przy grobie ukochanego, głaszcząc zimny marmur i szepcząc w stronę nagrobka, jakby chciała mu jeszcze wiele powiedzieć. Zrobiłem kilka zdjęć i odszedłem. Czułem wtedy – teraz zresztą też tak czuję – że mam dług wobec spoczywających tam osób. Pewnie wszyscy go mamy.

Byłem uczestnikiem wielu konfliktów, w tym w strefach walki zbrojnej w różnych miejsca świata, ale czasami najbardziej poruszające są zdjęcia zrobione z dala od linii frontu. Czasami za serce bardziej chwytają chwile ciszy zapadające w żołnierskich domach.

Alvaro Ybarra Zavala, EOS 5D Mk I

Kolumbia

29 listopada 2007 r.

Zdjęcie dwóch partyzantek FARC z Bloque Movil Arturo Ruiz autorstwa Alvaro Ybarra Zavala

Alvaro Ybarra Zavala / Reportaż Getty Images

Alvaro Ybarra Zavala zrobił to zdjęcie w ramach zlecenia dla czasopisma TIME, którego celem było udokumentowanie kolumbijskiej wojny domowej. Dwie partyzantki FARC z Bloque Movil Arturo Ruiz – specjalnego oddziału rewolucyjnych sił zbrojnych Kolumbii, rzekomo odpowiedzialnego za branie zakładników – pozują do portretu w jednym z obozów FARC. Rozgłos, jaki zyskało to zdjęcie po pierwotnej publikacji w czasopiśmie TIME i późniejszych publikacjach w innych mediach, pozwolił przypomnieć światu o tym 50-letnim, niemal zapomnianym konflikcie i umożliwił Alvaro dalsze dokumentowanie tego ważnej części historii społeczeństwa Kolumbi. Alvaro opowiada:

– Niewiele osób wie, co działo się poza kadrem. Od sześciu miesięcy pracowałem nad zdjęciami i poznawałem mobilny oddział Arturo Ruiza należący do armii FARC-EP, a tego dnia stała za mną ponad połowa partyzantów tego oddziału, bawiących się niczym dzieci i cieszących się, że mogą brać udział w tej zaimprowizowanej sesji portretowej. Zdawało się, że wszyscy na chwilę zapomnieli o wojnie. W tym zakątku kolumbijskiej dżungli zapanowała radosna atmosfera. Wokół słychać było powtarzane w kółko dowcipy. Jednak obiektyw aparatu rejestrował inną rzeczywistość. Surowe rysy pięknych twarzy Judith i Isy są prawdziwym świadectwem trudów ich życia spowodowanych przez kolumbijską wojnę domową. Ani dowcipy, ani komplementy kolegów z oddziału nie mogą ukryć – nawet na sekundę – śladów, jakie wojna pozostawiła na ich pięknych twarzach.

Veronique de Viguerie, EOS 5D Mk I

Hobyo, Somalia

27 października 2008 r.

Zdjęcie somalijskich piratów autorstwa Veronique de Viguerie

Veronique de Viguerie / Reportaż Getty Images

Francuskie czasopismo Le Figaro pierwotnie zleciło Veronique de Viguerie i jednej z dziennikarek podróż do Somalii i spotkanie z przywódcami piratów. Artykuł i główne zdjęcie – przedstawiające jednego z przywódców, znanego jako „człowiek, który nie śpi””, i jego ekipę podczas przybijania na brzeg przed atakiem na kolejny statek – stanowiły pierwszą publikację dotyczącą tej kwestii, tuż zanim trafiła ona na czołówki gazet na całym świecie. Artykuł wzbudził spore zainteresowanie na świecie i został opublikowany w ponad 30 mediach, w tym w The Guardian, XL Semanal, Stern, TIME, MSNBC.com, Spiegel, Newsweek, The Telegraph, GQ, La Repubblica, Corriere Della Sera, The Times i wielu innych. Zdjęcia z tej wyprawy nie straciły na aktualności. Nadal są publikowane przez ogólnoświatowe serwisy informacyjne. Veronique opowiada:

– Od miesięcy słyszeliśmy relacje medialne i plotki o piratach w Zatoce Adeńskiej, ale nikt nie miał okazji się z nimi spotkać. Uważałyśmy, że musimy tam pojechać. Przygotowanie wyjazdu zajęło naszemu pośrednikowi kilka tygodni. Obawiałyśmy się, że możemy zostać porwane. Aby zminimalizować ryzyko, początkowo nie ujawniłyśmy swojej tożsamości. Przeżyłyśmy kilka stresujących minut, kiedy piraci przekonali się, że mają do czynienia z dwiema blondynkami, które mogą mieć jakąś wartość. Na szczęście nie mieli czasu, aby cokolwiek zorganizować, a zanim się zorientowali, jak się sprawy mają, już nas nie było. Dzięki zdjęciu i artykułowi mogłyśmy przedstawić fakty i dziennikarskie spojrzenie na tę historię, co pozwoliło uciąć wszelkie spekulacje. Mieliśmy wreszcie prawdziwy obraz ludzi zajmujących się piractwem, o których tyle słyszeliśmy.

Toby Smith, EOS 5D Mk II

Park narodowy Masoala, Madagaskar

21 sierpnia 2009 r.

Zdjęcie malgaskiego robotnika ścinającego drzewo autorstwa Toby'ego Smitha

Toby Smith / Reportaż Getty Images

Praca Toby'ego dokumentująca nielegalne wycinanie zagrożonych gatunków drzew na Madagaskarze zaczęła się od kontaktów z organizacjami Global Witness i EIA (Environmental Investigation Agency). Współpracując incognito ze śledczymi, Toby zarejestrował to zdjęcie malgaskiego robotnika, który uderza siekierą w cenne drzewo różane, rozrywając jego czerwono-różowy rdzeń. Ostatni rozdział tego projektu powstał na zlecenie niemieckiego czasopisma GEO, które opublikowało artykuł o działalności organizacji EIA i konkretnie o wspomnianym problemie. Później czasopismo opublikowało też dowody w swoich międzynarodowych wydaniach. Historia trafiła na czołówki wielu innym publikacji, w tym New York Times, Fortune, Bloomberg Businessweek i National Geographic, gdy stała się częścią pierwszej na terenie Stanów Zjednoczonych rozprawy sądowej przeciwko międzynarodowym handlarzom zagrożonymi gatunkami drzew. Toby opowiada:

– W sierpniu 2009 r. uczestniczyłem w ekspedycji NGO na Madagaskar. Jej celem było uzyskania dowodów na nielegalne wycinanie drzew w parkach narodowych. Oddzieliłem się od głównej grupy i spędziłem dwa tygodnie w lesie tropikalnym Masoala, idąc tropem cennych drzew różanych aż do ich źródła.

Udokumentowanie wycinki drzew i okropnych warunków pracy drwali sprawiło, że świat zainteresował się tym tematem po publikacjach w najważniejszych mediach. Drwale byli przyjaźnie nastawieni i współczułem im – w końcu próbowali tylko zarobić na utrzymanie swoich rodzin w kraju, w którym gospodarka i ogólna sytuacja społeczna były dalekie od ideału. Zdjęcie nie jest oskarżeniem wobec widocznego na nim człowieka, lecz stanowi dla mnie kluczowy wizualny dowód problemu i podstawę do stawienia czoła osobom znajdującym się na drugim końcu łańcucha dostaw i czerpiącym ogromne zyski z tej działalności.

Rejestry GPS i dokumentacja podróży, a także materiały wizualne, pomogły federalnym władzom Stanów Zjednoczonych postawić w stan oskarżenia międzynarodowe firmy za ich udział w nielegalnym handlu i wprowadzić większą odpowiedzialność i transparentność w zakresie pozyskiwania drewna przez te firmy. Z kolei materiał filmowy przyczynił się do powstania nagrodzonego filmu dokumentalnego wyprodukowanego przez telewizję BBC.

Ed Ou, EOS 5D Mk II

Mogadiszu, Somalia

24 kwietnia 2010 r.

Zdjęcie dziecka z bronią autorstwa Eda Ou

Ed Ou / Reportaż Getty Images

Pierwotnym zleceniodawcą tej relacji był New York Times, ale pojawiła się ona także w międzynarodowych mediach, w tym w The Sunday Times Magazine, Le Monde, telewizji Arte i wielu innych. W ramach finansowanej przez Stany Zjednoczone strategii dotyczącej przeciwdziałania terroryzmowi na Półwyspie Somalijskim władze Somalii rzekomo aktywnie, a w niektórych przypadkach siłą, wcielały dzieci do swoich oddziałów wojskowych. Zdjęcia tych dzieci uzbrojonych w zaawansowaną broń w targanym wojną Mogadiszu wywołały gorącą dyskusję i zostały pokazane w amerykańskim Senacie podczas debaty, której celem było skłonienie władz amerykańskich i Rady Bezpieczeństwa ONZ do wywarcia presji na przejściowy rząd Somalii, aby zaprzestał używania nieletnich żołnierzy. Za to zdjęcie Ed Ou otrzymał w 2011 r. nagrodę Young Reportage na festiwalu fotograficznym Visa Pour l’Image. Ed opowiada:

– Przez dwie dekady stan ciągłego konfliktu i braku bezpieczeństwa był dniem powszednim w Somalii. Wpływ tych zjawisk na młode pokolenie, urodzone w wojennych czasach, budził jednocześnie moją fascynację i współczucie. Te dzieci nie widziały niczego niezwykłego w tym, jak muszą żyć. Wiedziałem, że jestem świadkiem niesprawiedliwości i dokumentuję ją na potrzeby zewnętrznego świata, ale dla nich noszenie broni jest częścią codzienności. Mocno się starałem, aby ich codzienne życie miało odpowiednią wymowę.

Marco Di Lauro, EOS 5D Mk II

Gadabedji, Niger

27 czerwca 2010 r.

Zdjęcie mięsa ze zwierząt autorstwa Marca Di Lauro

Marco Di Lauro / Reportaż Getty Images

Marco Di Lauro współpracował z brytyjskim oddziałem UNICEF w celu udokumentowania poważnego kryzysu żywnościowego w zachodnioafrykańskim Nigrze. Zdjęcia rzeźni w wiosce Gadabedji oddały całą dramaturgię sytuacji. Widać na nich, jak handlarze mięsem kupują zdechłe niedawno zwierzęta od ubogich rolników – którzy za wszelką cenę chcieli zdobyć trochę pieniędzy, aby nakarmić swoje rodziny – i gotują je na miejscu z zamiarem wysłania do Nigerii. Zdjęcia zostały zaprezentowane w postaci drukowanej i cyfrowej podczas akcji charytatywnych, dzięki czemu dotarły do szerokiego grona odbiorców. Zainteresowanie wywołane przez prezentację zdjęcia na festiwalu Visa Pour l’Image i jego późniejsza publikacja w ogólnoświatowych mediach jako zdjęcia, które otrzymało nagrodę 2011 World Press Photo, przyczyniło się do jeszcze szerszego rozpowszechnienia go na całym świecie, zarówno w postaci drukowanej, jak i cyfrowej. Marco opowiada:

– Pojechałem do Gadabedji w Nigrze w czerwcu 2010 r. Zdjęcie przedstawiające wieszanie mięsa, które otrzymało później pierwszą nagrodę World Press Photo Award 2011 w kategorii współczesnych problemów, zrobiłem 27 czerwca.

UNICEF, z którym współpracowałem wcześniej, zgłosił się do mnie i mojej agencji w kwestii zwrócenia uwagi świata na kryzys żywnościowy w Nigrze, będący efektem wyniszczającej suszy panującej w całym afrykańskim regionie Sahel. Około 1,6 mln dzieci było poważnie lub umiarkowanie niedożywionych, a kolejny milion był zagrożony niedożywieniem. Natychmiast przyjąłem to dwutygodniowe zlecenie, chcąc wesprzeć kampanię UNICEF, której celem było zebranie pieniędzy z przeznaczeniem na pomoc Nigerczykom.

Media były początkowo niechętnie nastawione do publikacji artykułu z uwagi na zmęczenie tematem – o suszy i głodzie w tym regionie napisano już wiele podobnych historii. Jednak we wrześniu 2010 r. Jean-Francois Leroy (dyrektor festiwalu fotograficznego Visa Pour L’Image) zdecydował się zaprezentować tę historię. W efekcie w lutym następnego roku zdjęcie otrzymało nagrodę World Press Photo. To zdjęcie szczególnie przykuło uwagę odbiorców. Przedstawiało coś nowego, coś, czego dotąd nie widzieli. Kierowało ich oczy ku opisowi, który pozwalał zrozumieć powagę sytuacji.

Wpływ tej pracy był ogromny. UNICEF zebrał kilkanaście milionów dolarów w ciągu kilku miesięcy. Zostały one przeznaczone na pomoc Nigerczykom. Czułem, że odegrałem swoją rolę jako fotoreporter – zwróciłem uwagę świata na ważny problem.

Wciąż pamiętam moment, kiedy robiłem to zdjęcie. Sceneria było nierealna, jakby wyjęta z obrazu Dalego. Zapach, kolory, niebo, rozwieszone mięso wokół. Nigdy nie myślałem o tym, że pierwszym następstwem głodu jest śmierć zwierząt, a później ludzi. Byłem wzruszony i współczułem mieszkańcom wioski, którzy sprzedawali zwierzęta za bezcen, aby przetrwać.

Jonathan Torgovnik, EOS 5D Mk II

Port-au-Prince, Haiti

10 stycznia 2011 r.

Zdjęcie Fort National na Haiti autorstwa Jonathana Torgovnika

Jonathan Torgovnik / Reportaż Getty Images

W 2010 r. Haiti nawiedziło katastroficzne trzęsienie ziemi o sile 7,0 Mw, które spustoszyło kraj, zabijając i poważnie raniąc setki tysięcy ludzi, a wielu pozostawiając bez dachu na głową. Zdjęcie Jonathana Torgovnika zostało zrobione w okolicy Fort National – jednego z miejsc, które najbardziej ucierpiały podczas tego trzęsienia ziemi – w ramach zlecenia realizowanego dla niemieckiego czasopisma GEO. Czasopismo, które ukazuje się w ponad 20 krajach, chciało pokazać swoim czytelnikom na całym świecie niezwykle trudne warunki, w jakich wciąż muszą mieszkać ludzie. Jonathan opowiada:

– Zdjęcie zostało zrobione w Port-au-Prince na Haiti. Realizowałem tam zlecenie dla czasopisma GEO, dokumentując działania ratunkowe i odbudowę Haiti w rok po niszczycielskim trzęsieniu ziemi. Spędziłem dzień, wspinając się na strome wzgórza okalające Port-au-Prince, w gęsto zaludnionych dzielnicach, które zostały mocno zniszczone podczas trzęsienia ziemi. Spotykałem się z ludźmi i zbierałem relacje tych, którzy przeżyli ten koszmar. Było jasne, że odbudowa przebiega bardzo wolno, a ludzie z trudem starają się przeżyć.

Dotarłem na szczyt wzgórza i zobaczyłem grupę chłopców grających w piłkę na dachu zniszczonego domu tuż pode mną. Usiadłem na skraju ścieżki i zrobiłem zdjęcie. W tamtej chwili wszystkie elementy zdawały się idealnie komponować. Chłopcy byli zajęci grą w piłkę, światło było idealne, a widok gęsto zabudowanego miasta i okalających go wzgórz rozpościerał się aż do samego oceanu. Moim zdaniem to zdjęcie ukazuje niezłomność ludzi i odzwierciedla ich siłę w obliczu katastrofy, która nawiedziła miasto.

Brent Stirton, EOS 5D Mk II

Rezerwat Ol Pejeta, Kenia

13 lipca 2011 r.

Zdjęcie nosorożca białego autorstwa Brenta Stirtona

Brent Stirton / Reportaż Getty Images

Widzimy tu jednego z ostatnich nosorożców białych północnych, stale strzeżonego przez uzbrojonych strażników. Działając na zlecenie National Geographic, Brent zrobił to zdjęcie w ramach szerzej zakrojonego śledztwa dotyczącego wykorzystania zwierząt na czarnym rynku lekarstw. Po opublikowaniu tej pracy w międzynarodowych edycjach czasopisma cała historia została rozpowszechniona w wielu innych międzynarodowych mediach, w tym w The Sunday Times Magazine, The Guardian, czasopiśmie GEO, Paris Match, Newsweek, czasopiśmie VIEW, BBC, The New York Times, Der Spiegel i XL Semanal. Zdjęcie było publikowane w kolejnych mediach i serwisach społecznościowych dzięki nagrodzie World Press Photo in 2012. Emocjonalny i ujmujący charakter tej historii, która opisuje kruchość egzystencji nosorożca, sprawił, że dotarła ona do milionów odbiorców na całym świecie. Brent opowiada:

– Zrobiłem to zdjęcie w 2011 r., tuż po tym, jak kwestia rogu nosorożca ujrzała światło dzienne. Wcześniej zrobiłem wiele zdjęć przedstawiających zwierzęce zwłoki i zwierzęta cierpiące po brutalnym odcięciu rogu przez kłusowników i pozostawione na śmierć.

Jednak po raz pierwszy widziałem ludzkie współczucie okazane nosorożcowi. Urzekła mnie relacja łącząca tych Afrykańczyków ze zwierzęciem. Zdjęcie zrobiłem w Kenii, w miejscu zwanym Ol Pejeta, w którym żyją trzy z sześciu pozostałych przy życiu nosorożców białych północnych. Ten staruszek jest ostatnim samcem tego gatunku. Wyobraźcie sobie, że jesteście ostatnim przedstawicielem czegokolwiek na naszej planecie… To dopiero samotność.

Fala wymierania gatunków przybiera na sile. Wspaniałe zwierzęta, takie jak ten nosorożec, odejdą w zapomnienie – a wszystko dlatego, że ludzie są zbyt głupi i aroganccy, aby zrozumieć, że na świecie potrzebna jest równowaga. Są wśród nas jeszcze wspaniali ludzie, którzy poświęcają swoje życie dzikiej przyrodzie. Na tym zdjęciu widać, jaka więź może połączyć ludzi i zwierzęta, gdy obowiązuje zasada wzajemnego szacunku. Zdjęcie stało się popularne, co udowodniło mi, że miliony ludzi nadal troszczą się o środowisko naturalne. Czasu jest coraz mniej.

Laurent Van der Stockt, EOS 5D Mk II

Dżobar, Damaszek, Syria

13 kwietnia 2013 r. 

Zdjęcie syryjskich rebeliantów autorstwa Laurenta Van der Stockta

Laurent Van der Stockt / Reportaż Getty Images

Laurent Van der Stockt pojechał do Syrii, aby zrealizować zlecenie francuskiej gazety Le Monde. Nie spodziewał się, że zrobi kilka najważniejszych zdjęć dotyczących toczącego się tam konfliktu. To zdjęcie przedstawia bojowników z Syryjskiej Armii Wyzwoleńczej na linii frontu w dzielnicy Dżobar podczas ataku z użyciem sarinu dokonanego przez wojska prezydenta Assada. Po opublikowaniu zdjęcie wywołało ogromne zainteresowanie na całym świecie, szczególnie w mediach społecznościowych. Zdjęcia zostały opublikowane także przez inne czołowe media, w tym The Sunday Times Magazine, l’Espresso i The Huffington Post. Zostały one użyte później, razem z innymi dowodami, przez światowych przywódców w celu wywarcia presji na prezydenta Baszara al-Assada w związku z użyciem przez jego reżim broni chemicznej podczas tego konfliktu. Laurent opowiada:

– W kwietniu 2013 r., gdy zrobiłem to zdjęcie, nie było potwierdzonych przez niezależne źródła informacji ruchach oddziałów syryjskich rebeliantów na przedmieściach Damaszku.

Moim celem było dotarcie do stołecznej dzielnicy Ghuta. Po długiej podróży z Libanu udało mi się znaleźć najdalej wysunięte pozycje rebeliantów. Pewnego dnia, podczas wizyty na linii frontu w Dżobar, dzielnicy najbliższej centrum miasta, zrzucono na nas pociski zawierające sarin. Akurat przeprowadzałem wywiad z jednym z bojowników. Instynktownie skierowałem aparat w stronę dwóch mężczyzn w maskach przeciwgazowych, których sfotografowałem, nagrywając jednocześnie materiał wideo.

Publikacja ustaleń naszego śledztwa we francuskim Le Monde, próbki gleby, które udało nam się przywieźć, oraz zdjęcia i materiał filmowy wystarczyły, aby przekonać francuski rząd do publicznego oświadczenia, że reżim Assada faktycznie używa sarinu. Rząd brytyjski podjął tę samą decyzję tydzień później, a prezydent Stanów Zjednoczonych złożył to samo oświadczenie w swoim oficjalnym przemówieniu na ten temat kilka dni później.

Dan Kitwood, EOS 5D Mk III

Wyspa Kos, Grecja

4 czerwca 2015 r.

Zdjęcie imigrantów na greckiej wyspie Kos autorstwa Dana Kitwooda

Dan Kitwood / Getty Images

To zdjęcie pochodzi z większej kolekcji autorstwa Dana Kitwooda. Przedstawia ono czterech pakistańskich imigrantów przybywających na plażę na greckiej wyspie Kos z Turcji. Przed tym wydarzeniem w 2015 r. do Grecji przybyło już około 30 000 imigrantów, a władze kraju apelowały do pozostałych członków Unii Europejskiej o dodatkową pomoc. Zdjęcie, wykonane na zlecenie agencji informacyjnej Getty Images News, zostało opublikowane w wielu wpływowych międzynarodowych mediach, w tym w The Times, Al Jazeera, The New Yorker, The Financial Times itp. Dan opowiada:

– Zlecenie na relację o imigrantach na wyspie Kos otrzymałem 29 maja 2015 r. Ta grecka wyspa stawała się centrum uwagi świata, w miarę jak coraz większy strumień imigrantów pojawiał się na jej plażach.

Całe rodziny z Syrii, Afganistanu, Erytrei, Iraku i wielu imigrantów zarobkowych z Bangladeszu zaczynało pochłaniać ograniczone zasoby wyspy.

Trudno było sobie wyobrazić, co mogło skłonić rodzinę do opuszczenia ojczyzny i wyruszenia w podróż mimo świadomości czyhających niebezpieczeństw. Narażać męża, żonę, dzieci na niepewny los, wiedząc, że nawet jeśli uda się jakoś dotrzeć do celu, nie będzie już stamtąd powrotu.

Szóstego dnia rano, stojąc na brzegu i obserwując małe łodzie z cennym ładunkiem, zobaczyłem łódź pełną Pakistańczyków. Wyruszyli w podróż po wzburzonym morzu kilka godzin wcześniej pod osłoną nocy z tureckiego wybrzeża. Poczucie radości po bezpiecznym dotarciu na europejskie wybrzeże było widoczne gołym okiem. Zapewne nigdy się nie dowiem, jaki los ich spotkał i czy spełniły się ich marzenia.

Zapoznaj się z informacjami o naszym konkursie na ikoniczne zdjęcie – możesz wygrać aparat EOS 5D Mark III i limitowane wersje rocznicowych nagród.